Czego nie widać w średniej ocen
Średnia to najmniej użyteczna liczba na stronie z opiniami. Znacznie więcej powie wam kształt rozkładu ocen, daty i to, czego naprawdę dotyczą opinie jednogwiazdkowe.
Autor: SoftSelect Editorial4 min czytania
Serwisy z opiniami, nasz też, stawiają średnią ocen na samej górze karty produktu. To liczba, którą cytuje się w rozmowach i którą dostawcy zrzucają na slajd — i jednocześnie prawie najmniej użyteczna rzecz na całej stronie.
Czytajcie kształt, a nie średnią
Dwa produkty mają po 4,4. W pierwszym prawie wszystkie oceny to czwórki i piątki. W drugim rozkład rozjeżdża się na masę piątek i twardą grupę jedynek. To są dwa zupełnie różne produkty. Pierwszy jest przyzwoity dla większości kupujących. Drugi działa świetnie w jednych firmach i wykłada się w innych — a wasze jedyne prawdziwe pytanie brzmi, do której grupy należycie.
Powód rozjazdu zwykle da się znaleźć w treści opinii: model cenowy, który karze konkretny sposób korzystania, wdrożenie zakładające administratora, którego nie macie, funkcja mająca sens dopiero powyżej pewnej wielkości zespołu. Dwubiegunowy rozkład ocen to zaproszenie do czytania, a nie ostrzeżenie, żeby omijać.
Pięć pytań do pojedynczej opinii
- Kiedy powstała? Oprogramowanie się zmienia. Dwuletnia skarga na brak funkcji może opisywać produkt, który już nie istnieje, a dwuletni zachwyt może pochodzić sprzed zmiany cennika, która przestawiła całą kalkulację.
- Jak duża jest firma autora i czy to wasza liga? Czterystuosobowa firma narzekająca na zbyt zgrubne uprawnienia nie mówi sześcioosobowej firmie zupełnie nic — i odwrotnie.
- Co zastępowali? „Dużo lepsze niż to, co mieliśmy” jest zdaniem o starym narzędziu. Ktoś, kto przeszedł z arkusza, i ktoś, kto przeszedł od konkurenta, ocenią ten sam produkt zupełnie inaczej.
- Czy o opinię poproszono i w którym momencie? Prośba dwa tygodnie po wdrożeniu łapie entuzjazm. Prośba przy przedłużeniu umowy łapie decyzję. Oba są uczciwe, ale to nie jest ten sam sygnał.
- Opisuje zadanie czy odczucie? „Intuicyjny” mówi o autorze. „Import 4000 kontaktów zajął nam trzy dni, bo mapowanie CSV nie obsługuje kilku adresów przy jednym rekordzie” mówi o produkcie.
Opinie jednogwiazdkowe niosą najwięcej treści
Nie dlatego, że są uczciwsze — złość rzadko bywa sprawiedliwa — tylko z powodu tego, wokół czego się skupiają. Przeczytajcie ich pięćdziesiąt w jednej kategorii, a wrócą te same cztery tematy: niespodzianki na fakturze, czas reakcji wsparcia, migracja i eksport oraz awarie. Czyli dokładnie to, czego okres próbny nie pokaże, bo jest krótki, bez stawki i obsługiwany przez zespół sprzedaży, któremu zależy na waszym sukcesie.
Zarzuty do funkcji w negatywnych opiniach to zwykle niedopasowanie, a nie wada. Zarzuty do procesu są zwykle prawdziwe.
Okres próbny mówi o produkcie. Opinie jednogwiazdkowe mówią o firmie, która go sprzedaje. Kupujecie jedno i drugie.
Jak zniekształca się zbiór opinii
- Moment prośby. Pytanie zadane tuż po udanej konfiguracji daje inny rozkład niż pytanie zadane losowo.
- Filtrowanie przed publikacją. Zapytać najpierw „czy jest pan zadowolony”, a do publicznego formularza kierować tylko zadowolonych — to najstarsze zniekształcenie w tej branży i jest zakazane, gdy wynik przedstawia się jako pełny obraz.
- Zachęty. Bon za opinię sam w sobie nie jest niedozwolony, ale musi być ujawniony i zmienia to, komu chce się pisać.
- Liczba opinii. Dwanaście opinii to anegdota. Średnia z dwunastu opinii to anegdota wyglądająca na pewnik.
- Niedopasowanie segmentu. Karta zdominowana przez recenzentów z korporacji, czytana przez pięcioosobową firmę, jest gorsza niż brak informacji.
W polskim internecie jest jeszcze jeden problem: skala
Wiele produktów sprzedawanych w Polsce ma po kilkanaście opinii, i to napisanych po angielsku przez klientów z zupełnie innych rynków. Brak opinii nie jest dowodem na nic — bywa po prostu tym, że nikt jeszcze nie napisał. W takiej sytuacji więcej powie rozmowa z dwiema firmami wielkości waszej, które korzystają z narzędzia od roku, niż jakakolwiek średnia. O referencje warto poprosić dostawcę wprost i warto poprosić o taką, która nie jest z jego strony internetowej.
Czego wymagają przepisy
Przepisy konsumenckie wdrażające dyrektywę Omnibus nakładają na przedsiębiorcę udostępniającego opinie o produktach obowiązek poinformowania, czy i w jaki sposób weryfikuje, że pochodzą one od osób, które produkt rzeczywiście używały. Zamieszczanie opinii fałszywych albo zlecanie ich pisania jest zakazane wprost. W Polsce reaguje na to UOKiK.
W praktyce oznacza to, że każdy poważny serwis z opiniami powinien mieć stronę mówiącą, co weryfikuje. Nasza to zasady publikowania opinii. Jeśli serwis takiej strony nie ma, to sam brak jest już wnioskiem.
Jak zamienić opinie na krótką listę
- Zawęźcie do firm swojej wielkości i branży, zanim cokolwiek przeczytacie.
- Zacznijcie od opinii trzygwiazdkowych. Pisali je ludzie, którzy jeszcze się zastanawiają.
- Przeszukajcie opinie po własnych słowach krytycznych: „eksport”, „faktura”, „migracja”, „wsparcie”, „API”.
- Policzcie, ile niezależnych opinii opisuje to samo tarcie. Dwie to szum. Siedem to cecha produktu.
- Trzy największe tarcia zabierzcie do okresu próbnego jako testy i sprawdźcie je sami.
Potem porównujcie po kryteriach, a nie po nastroju. Pipedrive, Asana i Zendesk mają w całej branży wysokie średnie i pasują do zupełnie różnych firm — czyli dokładnie taki przypadek, w którym średnia nie mówi nic, a porównanie po kryteriach mówi wszystko.