Helpdesk czy wspólna skrzynka? Kiedy warto się przesiąść
Wspólna skrzynka nie jest złym narzędziem. Ma jeden konkretny punkt awarii — i lepiej wiedzieć, w którym tygodniu go przekraczacie, niż dowiedzieć się tego od klienta.
Autor: SoftSelect Editorial4 min czytania
Wspólna skrzynka to nie jest zły sposób prowadzenia obsługi klienta. Ustawia się ją w kwadrans, wszyscy już umieją z niej korzystać, a przy małym ruchu jest naprawdę lepsza od systemu ticketowego, bo nic w rozmowie nie jest wtedy narzucone przez narzędzie.
Ma jeden punkt awarii i jest on bardzo konkretny: wspólna skrzynka nie zna pojęcia właściciela ani statusu. Wszystko, co się psuje, wynika z tego jednego braku — i wszystko, co sprzedaje wam helpdesk, jest na to odpowiedzią.
Pięć momentów, w których warto się przesiąść
Przesiadajcie się, kiedy jedno z tych zdań staje się prawdziwe, a nie wcześniej:
- Odpowiadają więcej niż mniej więcej trzy osoby. Poniżej tego progu wystarczy słowo rzucone przez biurko. Powyżej — dwie osoby odpisują na tę samą wiadomość w tej samej godzinie.
- Obiecaliście czas odpowiedzi. Kiedy jakaś liczba trafia do umowy albo na stronę, potrzebujecie licznika, a nie pamięci konkretnego człowieka.
- Chcecie wiedzieć, o co ludzie pytają, a nie tylko im odpowiadać. To liczba zgłoszeń w podziale na tematy mówi, który artykuł pomocy napisać, a skrzynka nie umie liczyć.
- Ktoś musi przejąć obsługę na czas urlopu. Ciągłość wymaga statusu: co jest otwarte, co czeka na klienta, co komu obiecano.
- Potrzebujecie śladu. Reklamacje konsumenckie, spór, kontrola — wszędzie tam trzeba umieć odpowiedzieć, co i kiedy klientowi napisaliście.
Reklamacje mają terminy, a terminy mają liczniki
W sprzedaży konsumenckiej na reklamację trzeba odpowiedzieć w ustawowym terminie, a jego przekroczenie bywa traktowane jak uznanie żądania klienta. Sprawdźcie, który reżim dotyczy tego, co sprzedajecie — inaczej wygląda to przy towarach, inaczej przy usługach i treściach cyfrowych. Cokolwiek to jest, licznik w systemie jest tańszy niż przypomnienie w kalendarzu i o wiele tańszy niż przegapiony termin. Aktualne zasady opisuje UOKiK.
Objawy, w kolejności pojawiania się
- Dwie odpowiedzi do tego samego klienta w odstępie dziesięciu minut, mówiące co innego.
- „Odpisał ktoś na to?” jako stały punkt programu na czacie zespołu.
- Klient przesyła wątek, którego nie potraficie znaleźć, bo odpowiedź poszła z czyjegoś prywatnego adresu.
- Nikt nie umie powiedzieć, ile zgłoszeń było w zeszłym miesiącu ani czego dotyczyły.
- Sprawa przychodzi czatem, dostaje częściową odpowiedź i nigdy nie wraca do wątku mailowego.
Co daje helpdesk
- Przypisanie i status. Jeden właściciel, jeden stan, widoczne dla wszystkich.
- Liczniki. Czas pierwszej odpowiedzi i czas rozwiązania mierzone, a nie pamiętane.
- Szablony odpowiedzi. Dwadzieścia zdań, które piszecie co tydzień, napisane raz.
- Baza wiedzy. Jedyna inwestycja w obsługę, która zmniejsza liczbę zgłoszeń, zamiast je obsługiwać — a publiczna baza wiedzy przy okazji przyciąga ruch z wyszukiwarki.
- Raporty. Liczba spraw, tematy, czasy odpowiedzi, zaległości — na osobę i na tydzień.
- Historia, która przeżywa ludzi. Osoba, która odpisała w marcu, może odejść w kwietniu.
Co to kosztuje
- Opłata za każdego agenta, przy czym sensowna automatyzacja siedzi zwykle plan wyżej niż wejściowy.
- Chłodniejszy ton, jeśli pozwolicie szablonom prowadzić rozmowę, zamiast ją zaczynać.
- Migracja historii — akurat o tym dostawcy mówią najciszej.
- Rozmowa zamienia się w zgłoszenie, co jest właściwe w kolejce wsparcia i trochę niewłaściwe w wieloletniej relacji z dużym klientem.
Pytania, które przesądzają o wyborze
- Czy zostaje wasz adres? Klienci mają dalej pisać tam, gdzie pisali, a wątkowanie ma przetrwać przesyłanie dalej i cytowanie.
- Co stanie się z dotychczasową historią? Zapytajcie wprost, czy da się zaimportować stare maile i w jakiej postaci.
- Jakie języki i po której stronie? Interfejs agenta i strony widziane przez klienta to dwa osobne pytania.
- Tylko poczta, czy też czat i telefon? Kupowanie kanałów, których nie macie kim obsłużyć, to najczęstsze przepłacenie w tej kategorii.
- Gdzie stoi baza wiedzy? Na waszej domenie czy u dostawcy. Jeśli publiczna pomoc ma przyciągać ruch, to nie jest szczegół.
- Jak stąd wyjść? Eksport zgłoszeń, załączników i danych klientów w formacie ustrukturyzowanym.
Język waży tu więcej niż w innych kategoriach
Obsługa klienta to jedyna kategoria, w której oprogramowanie dotyka bezpośrednio waszych klientów. Polskojęzyczny zespół poradzi sobie w angielskim interfejsie niewielkim kosztem, ale każdy tekst widziany przez klienta — portal, automatyczne potwierdzenie, ankieta satysfakcji, centrum pomocy — musi być po polsku i musi brzmieć, jakby napisał go człowiek.
W naszym katalogu Zendesk figuruje z polskim interfejsem, a Freshdesk i Intercom bez niego. Żaden z tej trójki nie jest u nas oznaczony jako oferujący wsparcie po polsku ze strony dostawcy — warto o tym wiedzieć, zanim zaczniecie na tym polegać w dniu awarii.
Rozsądna kolejność działań
- Najpierw uporządkujcie skrzynkę: jeden adres, żadnych odpowiedzi z prywatnych kont, wspólna stopka. Część zespołów odkrywa w tym miejscu, że to był cały problem.
- Wypiszcie dziesięć odpowiedzi, które wysyłacie najczęściej. Przydadzą się niezależnie od zakupu, a przy okazji pokażą, jak duża część ruchu jest powtarzalna.
- Zróbcie miesięczny pilotaż wyłącznie na poczcie, na prawdziwym ruchu.
- Czat dokładajcie dopiero wtedy, gdy poczta działa stabilnie — nie pierwszego dnia, bo wtedy robi się z niego druga kolejka bez opiekuna.
- Bazę wiedzy opublikujcie przed mierzeniem efektu i porównujcie z tym samym miesiącem rok wcześniej, jeśli macie z czym.
Większość zespołów nie potrzebuje większego helpdesku. Potrzebuje, żeby osiem odpowiedzi powtarzanych co tydzień istniało jako tekst w miejscu, które klient znajdzie sam.
Zacznijcie od kategorii helpdesk i obsługa klienta, a cenniki czytajcie z otwartym obok poradnikiem darmowy plan czy okres próbny — rozliczenie za agenta ma w tej kategorii więcej progów niż gdzie indziej.